Ku Kontrrewolucji

Norbert Polak (dalej NP): Viva Cristo Rey! Dla Państwa mówi Norbert Polak, a naszym rozmówcą jest Gladius Ferreus – bloger, wojownik cywilizacji Christianitas. Drogi Gladiusie, rzeknę nieco teatralnie, acz głęboce: Kim jesteś?

Gladius Ferreus (dalej GF): Que viva! Kim jestem? Myślę, że chyba najlepiej i najbardziej wyczerpująco odpowiada na to pytanie rubryka „O mnie” widniejąca na mym blogu – „wojujący katolik, legitymista, kontrrewolucjonista, reakcyjny tradycjonalista, partyzant Idei. Bezlitosny wróg demokracji, tolerancji, praw człowieka, masonerii, rozdziału Kościoła od państwa, suwerenności ludu, równości wobec prawa, wolności słowa, liberalizmu, protestantyzmu, modernizmu, pacyfizmu, humanitaryzmu, egalitaryzmu, socjalizmu, komunizmu, bolszewizmu, syjonizmu, parlamentaryzmu, konstytucjonalizmu, indywidualizmu, konsumpcjonizmu, feminizmu, genderyzmu oraz wszelkich innych heretyckich i wywrotowych idei w każdej formie i pod każdą postacią”. Czytaj dalej „Ku Kontrrewolucji”

Jaki konserwatyzm?

Magna Polonia (dalej MP): Konserwatyzm w pierwotnym znaczeniu oznaczał tyle, co konserwowanie istniejącego w danym momencie porządku społecznego, sprzeciwiając się wszelkim próbom jego burzenia. Pan chyba jednak nie uważa istniejącego obecnie porządku społecznego za idealny?

Gladius Ferreus (dalej GF): Nie, absolutnie! Konserwatyzm rozumiany, jako „konserwowanie istniejącego w danym momencie porządku społecznego”, jest dla każdej tradycyjnej cywilizacji czymś wprost zabójczym i do tego bezmyślnym, gdyż zakłada bezreflexyjną obronę istniejącego status quo, pozbawioną zupełnie aksjologicznej ewaluacji – tacy konserwatyści nawet nie zastanawiają się, czy broniony przez nich porządek jest osadzony w niezmiennych zasadach wiecznej Tradycji, czy też ma korzenie rewolucyjne… Dla nich liczy się tylko to, aby zmiany miały powolny i bezkrwawy charakter, a w którą stronę pójdą, to już tak naprawdę nieistotne… Właśnie przez taki opłakany sposób myślenia, powielany w ciągu dwóch wieków z okładem przez rozmaite odmiany centroprawicy (najczęściej konserwatywnych liberałów i chrześcijańskich demokratów, choć nie wyłącznie), proces rewolucyjny może postępować stale naprzód. Czytaj dalej „Jaki konserwatyzm?”

Frigidus

394 rok od Wcielenia Słowa Przedwiecznego, dolina rzeki Frigidus w Alpach Julijskich. W chłodny, wrześniowy poranek kroczymy wzdłuż rwącego nurtu pod wodzą naszego drogiego cesarza Teodozjusza na spotkanie z armią podłego zdrajcy i uzurpatora, Flawiusza Eugeniusza, która zagradza naszym siłom drogę do serca Italii, ku Wiecznemu Rzymowi. To już dwa lata minęło, odkąd Eugeniusz zbuntował się przeciw naszemu panu i sięgnął zuchwale po purpurę, wyniesiony na tron po zgładzeniu cesarza Zachodu, Walentyniana II, przez innego przeniewiercę, mającego w sobie krew frankijskich barbarzyńców Arbogasta. Podczas tych dwóch długich lat obydwaj ośmielili się przywrócić, wraz z trzecim buntownikiem, prefektem pretorium, Nikomachem Flawianem, cześć dla fałszywych bożków, otworzyli pogańskie świątynie, w auli senatu zaś ponownie usadowili ołtarz Wiktorii. Ci z chrześcijan, którzy byli słabi w wierze, mało wytrwali, i podążający za polityczną koniunkturą, momentalnie upadli, pogrążając się w mrokach apostazji, niepomni na tak niedawny przecież przykład heroizmu męczenników, który oglądali na własne oczy nasi ojcowie. Z kolei poganie podnieśli dumnie swe głowy. Cały rzymski świat, tak doskonale uporządkowany i od czasów Konstantyna darzący kultem jedynego prawdziwego Boga, wydawał się stawać na głowie. Czytaj dalej „Frigidus”

Tak, jak przed wojną

Gdy przed paroma laty ówczesny szef Obozu Narodowo-Radykalnego, Przemysław Holocher, udzielił dla portalu Fronda obszernego wywiadu[1], w którym stwierdził, iż kwestia tzw. antysemityzmu wygląda w dzisiejszym Obozie tak, jak przed wojną[2],  to natychmiast spowodował swą wypowiedzią histeryczną wręcz reakcję redaktora Tomasza Terlikowskiego[3], podającego się wszem i wobec za działacza katolickiego i konserwatywnego, lecz w istocie reprezentującego chadeckie, czysto demoliberalne poglądy polityczne oraz herezję judeochrześcijaństwa, bajdurzącego przy tym w lewackim stylu coś o jakimś wykluczaniu i plującego na osobę powszechnie szanowanego animatora polskiego życia kulturalnego w Ameryce Łacińskiej, p. Jana Kobylańskiego. Cóż tak szokującego, nawet nie tylko i nie przede wszystkim, jeśli chodzi o kwestię żydowską, było w owych mitycznych, przedwojennych czasach, że na samo ich wspomnienie pseudokonserwatywni atlantyści pokroju „Terlika” dostają szaleńczych drgawek i trzęsą się ze strachu niczym zapity alkoholik w najostrzejszej fazie delirium tremens? I czy wobec wszystkich obiekcyj przedstawionych przez kierownika Frondy, odwoływanie się przez kontrrewolucjonistów do ideałów tej epoki jest współcześnie w ogóle zasadne? Myślę, że w tym felietonie pokrótce uda mi się udzielić odpowiedzi na te pytania. Czytaj dalej „Tak, jak przed wojną”

Zwodniczy powab kompromisu. Glosa do wywiadu z x. Helioszem

Pod koniec 2015 r. na portalu pch24.pl ukazał się wywiad z x. Sebastianem Helioszem, wikariuszem parafii pw. bł. Karoliny Kózkówny w Tychach, dotyczący nawrócenia żydów przy końcu czasów[1]. Choć medium, któremu udzielił swojego wywiadu x. Heliosz, stara się wykazywać życzliwość względem katolickiego tradycjonalizmu[2], w słowach tyskiego kapłana, obok treści budujących[3], można niestety odnaleźć również takie, które muszą niepokoić każdego prawdziwego katolika i monarchistę, stąd dziwi okoliczność, że nie zostały one ocenzurowane przez redakcję. Czytaj dalej „Zwodniczy powab kompromisu. Glosa do wywiadu z x. Helioszem”

Liberalizm – gorszy od zbrodni, podlejszy od cudzołóstwa

Potężny, niemający precedensu w dotychczasowych dziejach kryzys Kościoła, społeczeństw i państw nie rozpoczął się bynajmniej na ostatnim Soborze. Doszukiwanie się jego korzeni w perfidnych działaniach modernistów potępionych w początkach XX w. przez św. Piusa X również może być zawodne. Swych początków nie wziął on nawet w epoce tzw. oświecenia i rewolucji antyfrancuskiej. Jednakże właśnie od trzech stuleci jego dynamika nabrała zatrważającego przyspieszenia, ponieważ poprzednie prądy intelektualne wrogie Kościołowi, jak średniowieczne herezje, czy schizmy, uderzały jedynie w co poniektóre katolickie dogmaty i nie negowały całościowo misternej struktury Christianitas. Obecny kryzys jest właśnie dlatego tak groźny i powszechny, obejmujący każdą – od ściśle religijnej, przez polityczną, po społeczną i gospodarczą – dziedzinę ludzkiej egzystencji, ponieważ u jego postaw stoi bezbożna doktryna mająca ambicje odrzucenia całego porządku nadprzyrodzonego i totalnego zreformowania, w duchu sekularyzmu, ładu naturalnego, nie licząca się z nieomylną wolą Boga i nakazami Kościoła, pijana swą pychą niczym Bachus, buntownicza, szalona, rewolucyjna. Liberalizm. Czytaj dalej „Liberalizm – gorszy od zbrodni, podlejszy od cudzołóstwa”

Przywrócić dumę z bycia katolikiem

Jednym z najbardziej namacalnych wyrazów wszechogarniającego kryzysu Kościoła rozpętanego na ostatnim Soborze stanowi poniżająca dla katolickiej Wiary praktyka i idąca w ślad za nią doktryna tzw. meaculpizmu. Polega ona na ukazywaniu przez posoborową hierarchię wszystkiego tego, co piękne i wzniosłe w minionych dziejach Oblubienicy Chrystusowej, jako czegoś wstydliwego, co należy ze wzgardą odrzucić i wyprzeć ze zbiorowej świadomości katolików. Jest to postawa, która musi zatrważać każdego wiernego nie tylko ze względu na jej zupełną niezgodność z prawdą historyczną, lecz przede wszystkim pośrednie uderzenie w dogmaty o bezgrzeszności i nieomylności Kościoła oraz jego nadprzyrodzonej, boskiej genezie. Meaculpiści, w sposób nierozumny i bezprzykładny, pozbawiają wierzących ich uzasadnionej katolickiej dumy, mozolnie wynajdując rozmaite, wyimaginowane grzechy w przeszłości Kościoła, co w takiej optyce czyni wręcz przynależność doń, niezbędną przecież do osiągnięcia zbawienia, rzeczą zawstydzającą i niewłaściwą. Jednakże ich przeinaczenia, osobliwe interpretacje historii oraz jawne kłamstwa, nie zdołają zamazać rzeczywistości. A jest ona w tym względzie banalnie prosta i nieskomplikowana – nie ma i nigdy nie będzie bardziej zaszczytnego, bardziej świętego, bardziej godnego, bardziej szlachetnego, bardziej drogiego na tym ziemskim padole imienia, niż imię rzymskie, katolickie i apostolskie, honor bycia członkiem Mistycznego Ciała Chrystusa i przynależności do jedynej Arki Zbawienia, poza którą są jedynie odmęty potopu, występku i niewiary. Dla nich, wedle pogardliwego określenia nowej, modernistycznej teologii, to jakiś retrogradyczny, feudalny tryumfalizm, dla nas, zawsze wiernych prawdzie katolickiej i jedynej, niezbita oczywistość. Czytaj dalej „Przywrócić dumę z bycia katolikiem”